Kolejny artykuł z cyklu o niczym, a Mantis i tak się nagada. W tym odcinku zajmiemy się sprawą złego wpływu gier na człowieka z tą różnicą, że tym razem ocenimy ten problem z perspektywy gracza, a nie dziennikarza bądź redaktora jakiejś gazety, który o grach wie prawie tyle co nic, a gada jak najęty jakie to gry złe są i jak gorszą młode umysły. Nie raz spotykamy w mediach takie i inne wypowiedzi, ale czy faktycznie są one chociaż trochę zbliżone do prawdy? Odpowiedzi są dwie tak i nie.
Tak:
Zdarzają się przypadki ludzi, którzy mają nie równo pod sufitem i zagrają sobie w taką grę, w której widzą wiele przemocy i brutalnych scen, a wtedy wbijają sobie do głowy, że taki właśnie jest świat i tak powinno być naprawdę. Nie zapominajmy jednak, że to samo z takim człowiekiem może uczynić zwykły film. Ja gram od młodego, a moim ulubionym gatunkiem są horrory. Mimo tego do tej pory nikogo nie zabiłem, a i nawet nie mam takiego zamiaru, bo potrafię odróżniać rzeczywistość od fikcji. Dobra - do czego zmierzam - powiem Wam, że cel jest jeden, bo chcę Wam uświadomić, że gry mają wpływ, ale na ludzi którzy są po prostu umysłowo chorzy. Właśnie im powinno zabronić się grać, a nie zwykłym graczom i właśnie dla tego moja odpowiedz u góry brzmiała tak - gry mają wpływ na niektórych.
Nie:
Gry nie mają wpływu, bo po prostu dla mnie jest to nie możliwe aby gry potrafiły mieć zły wpływ. Niezły argument co nie? Zaraz podeprę go solidnymi argumentami. Zwykły przykład - gdy widzę w grze zabijanie, to ono nie robi na mnie żadnego wrażenia, bo wiem, że to co w grze to nie w życiu. Podajmy analogiczną sytuację, z tym wyjątkiem, że ową śmierć widzę w filmiku znalezionym w Internecie, bądź w telewizji. Wtedy nawet zwykłe zabicie człowieka pistoletem potrafi mnie zaszokować, a w głowie pojawia mi się wiele pytań na które nigdy nie mogę znaleźć odpowiedzi. W grze zabijam z zimną krwią i nie obchodzi mnie czy osoba którą mam właśnie zabić, miała jakieś marzenia, czy rodzinę, bo wiem na pewno, że tak owych mieć nie mogła - to po prostu gra i jeśli ktoś tego nie potrafi zauważyć to po prostu jest dla mnie człowiekiem niezrównoważonym umysłowo. Setki osób gra, ba miliony i jakoś ci wszyscy ludzie nie są mordercami. Jak zwykle media zapominają o tym, że rzekomo te osoby na których gry mają wpływ w większości pochodzą z rodzin patologicznych i gry nie mają wpływu na ich poczynania.
Będę kończył mój felieton. Mam nadzieję, że gdy go przeczytacie to wyrobicie sobie własne zdanie na omówiony problem, który wraca jak bumerang z każdym morderstwem popełnionym przez młodocianego przestępcę. Czy faktycznie to wszystko to zasługa złego wpływu gier? Ja na to pytanie już odpowiedziałem - teraz Wasza kolej.
Autor:
Mantis