
Pewne gry zmieniają na zawsze oblicze naszej branży. Nieraz wyczekujemy na nie latami, chociaż bywa czasem i tak, że pojawiają się one jak gdyby z zaskoczenia. Super Mario 64, jeden z najbardziej przełomowych tytułów kiedykolwiek wydanych od początku jednak wzbudzał wielkie emocje. Ikona gier, zwana u nas "wąsatym hydraulikiem" miała przejść w trzeci wymiar i szokować nowymi doznaniami. Tak też w istocie było - Super Mario 64 uzyskało status gry legendarnej i ugruntowało pozycję Shigeru Miyamoto jako wizjonera i geniusza potrafiącego wskazać w jakim kierunku mają rozwijać się gry video i konsole. Po pierwszych przygodach Mario w trójwymiarze zmieniły się oczekiwania graczy i standardy gameplayu w gatunku "platformer", jako, że ów tytuł zredefiniował te pojęcia.

Następną grą z głównego cyklu, która wywołała równie wielką ekscytację na długo przed premierą jest Super Mario Galaxy, flagowy tytuł na Wii. Tytuł, którego początki sięgają dni, gdy w laboratoriach Nintendo testowano słynny, ściśle tajny koncept znany, jako "Super Mario 128", która to nazwa z kolei miała symbolizować kolejny krok w ewolucji tej serii na miarę tego, jaki dokonał się w 1996 r. szokując posiadaczy Nintendo 64. Galaxy, długo skrywane przed światem pod zasłoną zdawkowych haseł, obaw o kradzież pomysłów i enigmatycznych wypowiedzi, nabierało kształtu, by wreszcie przed dwa lata ekscytować filmikami na targach branżowych i wylądować na półkach sklepowych w Europie 16 listopada 2007. I z miejsca zająć pierwsze miejsce na liście sprzedaży w renomowanym polskim sklepie, oraz szybko znikając na aukcjach internetowych. Cokolwiek by o niej nie napisać, gra ta jest niewątpliwie skazana na sukces i będzie się dobrze sprzedawać do samego końca cyklu życiowego Wii, ale pojawia się pytanie czy jest ona na tyle fachowa, żeby zdeklasować potencjalną konkurencję i zyskać miano najlepszego platformera, jakiego dotąd wyprodukowano, będącego przy okazji najlepszym tytułem na Wii?

Shigeru Miyamoto oraz jego młodszy, zaufany współpracownik Yoshiaki Koizumi musieli stawić czoła gigantycznym oczekiwaniom milionów maniakalnych fanów Mario i hardkorowych koneserów gatunku, a jednocześnie zaspokoić masy, co sprowadzało się do jakże, przyznajmy, niełatwego zadania dostarczenia gry o niepowtarzalnym designie będącej jednocześnie absolutnie świeżym doświadczeniem. Jedno z głównych założeń Galaxy mające takie wrażenia zapewnić - kuliste powierzchnie - pojawiło się na długo przed oficjalnym tytułem, czy screenami z gry. Był to podstawowy koncept. Możliwość obiegnięcia takiego sferycznego obiektu przy płynnie podążającej za postacią kamerze nawet dla doświadczonych programistów z Nintendo EAD Tokio stanowiło nie lada wyzwanie, brzmiąc z początku dość przytłaczająco. Szczególnie, jeśli dodać do tego fakt, że każda taka planetoida musiała mieć własną grawitację. W końcu nowy Mario trafia do kosmosu. Łatwo więc sobie wyobrazić, że z takiej mieszanki mogło wyjść coś niestrawnego gdyby nie czujne oko ojca Miyamoto i talent Koizumiego do wcielania pomysłów Shigsy'ego w życie oraz iście tytaniczna robota odwalona przez programistów z Tokio. Obaj główni designerzy postarali się, żeby był to wciąż platformer, którego znamy, w którego instynktownie czujemy jak grać (bo tak naprawdę formuła rozgrywki w Galaxy nie zmieniła się drastycznie przez ostatnie 10 lat, ulegając ewolucji), ale jednocześnie będący czymś znacznie istotniejszym i definiującym niż tematycznym semi-sequelem jak bezpośredni poprzednik, Super Mario Sunshine z 2002r, kiedy nikt jeszcze nawet nie śnił o wiilocie.

Z pewnością już od pierwszych chwil każdy będzie chłonął fachowe i efektowne jak na grę z Mario intro poprzedzone jakże sympatycznym wyborem swojej podobizny utworzonej w menu Wii, czyli oczywiście nasz awatar Mii, jako save-file'a. Sam filmik zaś rewelacyjnie wprowadza nas do przestrzeni kosmicznej nad Mushroom Kingdom, dokąd została uprowadzona przez szalonego Bowsera Księżniczka Peach. Mario zaś trafia do Obserwatorium Komet, skąd wyleci do Galaktyk w poszukiwaniu Gwiazd. Oczywiście fajnie jest ujrzeć epickie intro ze śmiałymi, jak na Nintendo, elementami voice actingu, ale i tak każdy, kto sięgnie po Super Mario Galaxy zainteresowany będzie palącą kwestią - czy sterowanie wiilotem i nunchuk'iem rzeczywiście dostarcza niespotykanych wcześniej i nigdzie indziej wrażeń.

Sterowanie hydraulikiem jest przykładem tego, jak zmyślnie pogodzić idee wywodzące się z czasów Super Mario 64 z urządzeniem na miarę XXI wieku zastępującym tradycyjne joypady - Wii Remote łączonym z Nunchuk'iem z analogiem. Pomimo innego układu rąk i stale obecnego na ekranie pointera w kształcie gwiazdki wrażenia z gry są podobne do tych z 1997 roku, gdy w marcu Europa otrzymała Super Mario 64. Pełen komfort, pełna kontrola nad Mario. Można powiedzieć, że Super Mario Galaxy używa wiilota, ale go nie nadużywa - wychylanie pilota będzie potrzebne tylko w pewnych, genialnie zresztą zaprojektowanych etapach bonusowych. Przez większą część gry jednak będziemy tradycyjnie manipulować odzianym w czerwień wąsaczem za pomocą analogowej gałki na Nunchuku i skakać za pomocą dużego przycisku A na podłączonym przez lubiący się skręcać kabelek pilocie. Większość klasycznych ruchów typu potrójny skok, długi skok, czy też backflip powraca i wykonuje się je w identyczny, jak kiedyś sposób, co jest kolejnym ukłonem w stronę tradycji. Jedynie nowy ruch bojowy, Spin, zastępujący znane z Mario 64 uderzenie pięścią wymaga lekkiego potrząśnięcia wiilotem. Shigeru Miyamoto idealnie zintegrował zupełnie nowy interfejs z klasycznym już schematem sterowania, ale przecież nie mogłoby być inaczej w przypadku gry tak mocno powiązanej z ideologią przyświecającą Nintendo, "pick up and play", która w Galaxy sprawdza się doskonale - każdy może w to zagrać. Nawiasem mówiąc, na koncepcie tym opiera się tryb "Co-star", czyli quasi-multiplayer, w którym wyposażony w drugi wiilot osobnik może pomagać grającemu wchodząc w interakcję z przeszkadzajkami i zbierając świecidełka, co pomoże wprowadzić do zabawy także najmłodszych.

Liczba leveli, będących najczęściej łańcuchem następujących po sobie planetoid, lub też większych planet jest imponująca. Przy ponad czterdziestu planszach zdobycie wszystkich 120 gwiazdek, a więc wykonanie każdego zadania przygotowanego przez designerów jest kwestią wielu godzin spędzonych przed konsolą. Hydraulik ma nieprawdopodobnie zaprojektowane światy do eksplorowania, chociaż właściwie bardziej pasowałoby tu określenie "do przejścia", ponieważ zazwyczaj Mario biegnie i wykonuje mini-questy na planetoidach pozwalające przejść dalej, by na końcu położyć łapska na gwiazdce wykonując finalne zadanie. Bywa jednak i tak, że trzeba zapuścić się gdzieś na dłużej w ramach bardzo prostych łamigłówek polegających zwykle na przełączeniu, lub rozwaleniu czegoś. Za każdym razem jednak atakują nas nowe motywy kiedy już myśleliśmy, że najlepsze są za nami. Nowy Mario zaskakuje do samego końca, nawet już po napisach końcowych, kiedy wielu ku zaskoczeniu odkryje że gra teraz jako ktoś inny. Polecam ukończyć każde ze 120 przygotowanych zadań by się przekonać. Całkiem wymagająca sprawa, jeśli pomyślimy o tym pod kątem naprawdę świetnie wyważonego poziomu trudności, który wzrasta, ale nigdy w bezsensowny, czy przesadny sposób. Przede wszystkim należy szybko się przyzwyczaić, że bez wspomagającego grzybka Mario może "dostać' dwa razy, jako że po trzecim strzale jego miernik życia robi się pusty - trzeba więc uważać, by nie popełnić zbyt wielu błędów, bo o przypadkową śmierć w Galaxy nietrudno. Bardzo chwali się też tempo rozgrywki i stosunkowo wysoką nieliniowość, jako że w każdej z galaktyk jest wiele różnorodnych zadań do wykonania, a każde zaskakuje w innym stopniu. Twórcy osiągnęli ten efekt dzięki urozmaiconym planetom - niektóre z nich są bardzo duże i przypominają światy z poprzednich odsłon serii, ale też często pojawiają się też bardzo osobliwe i niejednokrotnie zakręcone jak słoik na zimę motywy typu galaktyka składająca się z serii planetoid w kształcie wielkich jabłek z przegryzającym się przez nie w miarę progresu gracza robakiem, czy też długi lot nad morzem lawy po przebyciu niełatwej drogi na szczyt wulkanu z wystrzeliwującą Mario w przestrzeń gwiezdną trampolinę. Najbardziej efektowne, choć dość proste, są oczywiście starcia z przerośniętymi zwierzętami w roli bossów, takimi, jak wielki zielony żuk przypominający opancerzony bombowiec, niebieski kret atakujący gumą balonową z działka na szczycie wielkiego ciasta, nie wspominając o głównym złym smoku. Nawet jeśli jakiś motyw powraca, to w na tyle zmienionej formie, że nie ma tu mowy o jakiejś powtarzalności. Galaxy cechuje się też ogromną żywotnością, jako że świetnie motywuje do ukończenia w stu procentach całej gry dwa razy, a co najlepsze wywołuje mimowolny uśmiech na twarzy nawet, gdy Mario spada z rozpaczliwym krzykiem w przepaść, zostaje wciągnięty przez ruchome piaski, czy nabija się na kolce, gdy źle wymierzymy odległość podczas skoku.

Osobnego akapitu wymaga kwestia wyśmienitej oprawy audiowizualnej. Grafika prezentuje się znakomicie. Każda z postaci jest wykonana z najwyższą dbałością o szczegóły - może w przypadku samego modelu Mario nie jest to aż tak bardzo widoczne, ale gdy zwrócimy uwagę na nieprzeciętną plastyczność obiektów i przeciwników, czy zastosowane efekty fur-shadingu, czy gorącego powietrza w połączeniu z fachowymi teksturami i kapitalnym designem postaci i poziomów, to zdamy sobie sprawę, że gra ta sprawia olśniewające, "next-genowe" wrażenie, nawet przy produktach na potężniejsze pod względem specyfikacji technicznej konsole, niż Wii. Kwestią formalności, jak to jest w przypadku najlepszych gier na system Nintendo, będzie dodanie, że nie ma Galaxy mowy o jakichkolwiek zwolnieniach.
Równie zachwycająca jest sfera audio tej gry - Miyamoto zdecydował się zaakceptować melodie wykonywane przez orkiestrę i chwała mu za to. Nie dość, że utwory są porywające i idealnie współgrają z kosmicznym klimatem, to jeszcze w niektórych momentach stają się nawet "interaktywne" i to robi wrażenie. Co prawda kompozytor na stałe kojarzony z dźwiękiem w Mario, Koji Kondo, skomponował tylko dwa utwory, ale jego następca, Yokota, stanął na wysokości zadania dostarczając niezapomnianych wrażeń podczas podróży po galaktykach przy dźwiękach osiemdziesięciu jeden rewelacyjnych utworów (na jednym ze screenów jest okładka kompletnego OST by Mario Galaxy Orchestra). Jego kompozycje są po prostu porywające i to właśnie niesamowita muzyka łączy wszystkie elementy składowe Super Mario Galaxy w spójną całość.


Najważniejszym przesłaniem tego tekstu będzie jednak próba odpowiedzi na pytanie, czy Super Mario Galaxy rzeczywiście zaintryguje nawet znudzonych ludzi, którzy stracili pasję z powodu schematyczności nowych gier, gdzie poprawie ulega głównie oprawa. Biorąc pod uwagę, jak wybitnym tytułem jest Galaxy, z całą odpowiedzialnością należy teraz zarekomendować tę grę jako tytuł, który przywraca sens graniu dzięki niespotykanemu artyzmowi i przywiązaniu do najdrobniejszych szczegółów. Jest to gra w najwyższym stopniu przemyślana, przygotowana przez niesamowicie utalentowanych ludzi, dla których priorytetem było dopięcie każdego aspektu na ostatni guzik i jednocześnie stworzenie czegoś nowatorskiego, choć po części korzystającego ze sprawdzonych mechanizmów. Udało im się to osiągnąć w budzącym podziw stopniu, bo pozycja ta zaskakuje swoją miodnością i oryginalnością. Super Mario Galaxy przebyło długą drogę, ostatecznie okazując się być tym wszystkim, czego oczekiwaliśmy po prawdziwym sequelu Super Mario 64. Mimo, że nie jest to tytuł tak rewolucyjny, to szczerze polecam zagrać w Super Mario Galaxy czym prędzej. Perfekcja w każdym calu.
|
| Grafika: |
 | Wyznacza nowe standardy na Wii. Udoskonalona kamera i stałe 60 fps |  |
100% |
| Dźwięk: |
 | Oprawa dźwiękowa jest fenomenalna, melodie zapadają w pamięć |  |
100% |
| Żywotność: |
 | Jedna z niewielu gier, którą warto ukończyć dwa razy |  |
95% |
| Ogólnie: |
 | Śmiały krok naprzód w ewolucji platformówki |  |
100% |
Autor:
Krill
 |
|
 |
|
Zachęcamy również do zapoznania się z filmikami:
|
|
 |
|
 |